40. Jakimi staliśmy się ludźmi (Zugzwang).

Zdarzyło się pewnie z miesiąc temu. Znajomi brali ślub. Dyskusja skupiła się na miejscu. Jedni mówili, że jest niepoważne i urąga wydarzeniu, inni twierdzili zaś, że gdyby chcieli się pobrać w sklepie, to powinni mieć do tego prawo. Jeszcze inni uznali, że to fantastyczna sprawa, bo odziera sam akt z nadęcia, ktoś trafnie odparł że śluby cywilne nigdy nie będą czymś więcej niż tylko podpisaniem umowy o byciu ze sobą. Cóż, ile zdań, tyle opinii. Ciekawe było tylko to jak bardzo konserwatywni potrafimy być w pewnych sprawach, gdy hołdujemy liberalizmowi w innych. Sprzeczności. Znak czasów.

Powiedzmy, że mam wyrobione zdanie na ten temat, za to przypomniała mi się inna rzecz. Jakiś czas temu słuchałem audycji o różnicy pomiędzy miłością platoniczną a erotyczną. Pani, która z zawodu jest filmoznawcą (Głosy w mojej głowie: to już samo w sobie wzbudza moją wątpliwość, jednak tylko na pozór. Być może ma to sens, wyodrębnienie z kulturoznawstwa. Nie, przecież to nie funkcjonuje osobno. Tak się da? Dam głowę, że nie. Zresztą, głosy w mojej głowie nie znają się tak na rzeczy, trudno, skoro ludzie mówią że tak można. No nic, bo my tu o czym innym) wysnuła tezę, że miłość platoniczna domaga się fizyczności, a przez to jest niebezpieczna, co więcej zazwyczaj temu spełnieniu towarzyszy gorycz. No i weź tu coś powiedz. Prawie godzinna audycja operująca od połowy taką tezą jako prawdą objawioną. To teraz ja. Miłość platoniczna czasem domaga się miłości erotycznej gdzie indziej.  Czasem z tą miłością (jedną albo drugą) nie jest związane żadne łaknienie. Czasem z kolei zawodzą ludzie. Tylko znów. Dotyczy to i jednej i drugiej, nie ma reguły, wszystko zależy. Jeszcze do tego tylko przypis, że było jeszcze parę innych rodzajów miłości. To można ot tak wyjąć z tego dwie i rozpatrywać? A przyjaźń? Cała masa zmiennych, a ktoś chce to zawrzeć w godzinie razem z muzyką i reklamami. Świetne. Zbyt duże uogólnienia oraz dążenie to udowodnienia tezy nie służą niczemu. Jestem tego żywym przykładem.

Kolejne hasło, tym razem z przeszłości, nie pamiętam które z nas to powiedziało. „Sztuka nie jest dla wszystkich”. Bez wywyższania się, po prostu nie każdy wygra maraton, nie każdy zostanie znanym piłkarzem, nie każdy nauczy się śpiewać. Prosta sprawa. A jednak gdy mówi się o sztuce, to takie zdanie budzi sprzeciw. Jakby uderzało w nas, mówiło „jestem lepszy od was, bo to rozumiem”. Nic bardziej mylnego. Chyba wychodzi na to, że za bardzo jesteśmy skupieni na tym, że „wszystko jest dla ludzi” i traktujemy to jako pewnik na zasadzie, że skoro jest dla nas to możemy to pojąć. Może po prostu jest to manifestacja możliwych dróg, a nie potwierdzenie tego że mamy iść każdą. Ostatnio mam wrażenie, że trochę o tym zapomnieliśmy. W końcu jesteśmy ekspertami od wszystkiego, chociaż brakuje nam kwalifikacji. Znak czasów.

Co do tytułu. Z tego co pamiętam, jedna osoba nie lubi tego zwrotu. Nie dziwię się, trochę też tak mam. Z drugiej strony spójrz, 05.04 był światowy dzień wiedzy o minach. Bum. Trochę jak 1984. Trochę jak nowy wspaniały świat. Trochę jak zbiorowa paranoja jednych i drugich. Wreszcie trochę przerażające, że mamy światowy dzień przypominania o tym, co sami wymyśliliśmy, żeby lepiej mieć rację. Ciekawostka: międzynarodowy dzień tańca (UNESCO) wypada tego samego dnia, co dzień pamięci o ofiarach wojen chemicznych (ONZ). Międzynarodowy dzień kobiet wiejskich pokrywa się ze światowym dniem mycia rąk. To tylko pierwsze z brzegu.

Czy retoryka naprawdę aż tak się zmieniła? Chyba nie, po prostu pojawiła się gdzie indziej. Może bardziej w głównym nurcie. Znajomy pokazał mi przykłady, jak to prawica przejęła internet (konkretnie twittera) po poprzednich wyborach. Stwierdził, że po prostu teraz widać ich lepiej. Pewnie ma rację, co nie zmienia faktu że w oczach reszty pojawili się nagle. Nikt nie dopuszczał myśli, że ten elektorat potrafi efektywnie wykorzystywać takie narzędzia? Prawdopodobnie dotyczyło to polityków reprezentujących i traktowane jako duże uproszczenie. Cóż, sami jesteśmy sobie winni. Ignorancja nigdy nie przynosiła niczego dobrego. W żadną stronę.

Najbardziej podzielony naród w tym momencie. Nie przez to, że nagle się podzielił (to akurat było zawsze, chyba od początku), tylko dlatego że nagle wszyscy zaczęli o tym mówić. Niezależnie od tego co myślisz, jedyną możliwością jest wykrzyczeć to tak głośno, żeby każdy usłyszał, niech wrogowie wytoczą swoje działa, przecież i tak masz rację. Strach pomyśleć ile rzeczy zeszło na dalszy plan. Kiedyś dobrym wynikiem było kilka dni bez polityki, teraz mamy kilka minut. Koszmar, jeszcze do tego skrajności przejmują mównicę (jedne i drugie, żeby nie było. Praktycznie nie ma umiarkowanych opinii). Znak czasów. Jesteśmy tylko teoretycznie, czy też może odwrotnie. Może też walczymy o to, żeby zająć należną nam pozycję w świecie? Nie ma to żadnego znaczenia, na koniec dnia i tak wszyscy kładą się spać wierząc w swą nieomylność. Nigdy nie ma samych nas, zawsze są jeszcze oni. Najbardziej podzielony naród? Chyba nie całkiem, chociaż rzeczywiście można odnieść takie wrażenie. Kwestią chyba bardziej jest to, że nie umiemy rozmawiać, stąd ta cała nienawiść. Straganowe dyskusje już długo próbują wyznaczyć standardy. Na całe szczęście nie zawsze się udaje.

Numer 40:”(…) człowiek jest jakoś podobny do tego pociągu. Tak samo skazany jest, by ciągnąć za sobą łańcuch ciemnych, okropnych, nie wiadomo po kim odziedziczonych wagonów przeszłości. I bezsensowny łoskot tego przypadkowego złączenia nadziei, poglądów, lęków nazywa swoim życiem. I nie ma żadnego sposobu, by uniknąć tego losu.”